2009.02.01.

Narciarski wypad zakończyliśmy w radomskim klubie kulturalno-rozrywkowym G2, na torze bowlingowym... znaczy się kręgielni.
Cztery godziny tłukłyśmy w te kołki na końcu sali... połamane paznokcie, pęcherze na palcach, poobijane kolana... zabawy po pachy.
niestety... foty strzelałem telefonem :-(





Zrobiliśmy dwie grupówki i obie tu wrzuciłem. W pierwszej podoba mi się to co zrobił mój sister z bluzką ;-)



A w drugiej to jak Szwagier trzyma dwie kulki :-)



2009.02.04.

Pierwsza rocznica tego blogu. Czy powinienem sobie coś życzyć?
Może tak: żeby jakoś tam było... minimum 'bylejak'.

2009.02.08.

kliknij >>> panoramka ze stoku <<<

Wreszcie dorwałem trochę czasu by przedstawić Wam naszą góralską chatę.
Przed samym wyjazdem z chaty dopadłem aparat i zdjąłem wszystko co silnie upatrywałem przez tydzień.
Tak to już jest, że odkąd tworzę ten blog, nie potrafię obojętnie przechodzić obok miejsc, w które los mnie przenosi.
O specyficznym zapachu pisałem już wcześniej. I zasadniczo po dwóch dniach znikł... tzn. nasz mózg zaakceptował go i zaszufladkował jako normalność...
Dostaliśmy cztery pokoje noclegowe. Mój o tyle różnił się od pozostałych trzech, że był spadkiem po prawdziwych mieszkańcach tego domu. W pozostałych pokojach były łóżka, jakaś szafka... zwykłe minimum potrzebne ceprom do życia. W moim było pełne umeblowanie wraz ze skarbami, które gromadzi się przez życie. Stara kolekcja kufli, porcelanowe sowy, meble (wysoki połysk) z okresu wczesny Gierek...





Ważne symbole.



Czuło się wokół człowieka, który tu mieszkał, może nawet rodzinę. I nagle jakby coś umarło i czas się zatrzymał... W pokoju wisiały dwa kalendarze... oba wskazywały sierpień 1994 r. Zastanawiałem się przez chwilę czy doszło tu do jakiegoś dramatu? A może ktoś postanowił coś zmienić i zaczął od zmiany miejsca zamieszkania? Czy towarzyszył temu wydarzeniu smutek, czy radość? Co ja w tym czasie robiłem?... sierpień'94?... piłem na Mazurach :-)




Przeszperałem szafki i znalazłem to...



Jakby ktoś porzucił te rzeczy bo nic nie znaczyły, nie znalazły swojego miejsca... zostały zakopane na dnie starego pudła :-(

Potem zwiedziłem cały dom.





Jak napisałem wcześniej, dom pełni funkcję gospodarczą.





Gazda (gospodarz) posiada ok. 15 owiec, którymi się opiekuje przez okres zimowy... są jego własnością.
Poniższy teks jest także uzupełnieniem reportu o góralach.

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Bacówkę w skrócie można określić jako dom. Miejsce, które przez 2/3 roku daje schronienie pasterzom.

Skąd biorą się owce na hali?
Wiosną, każdego roku, w małych wioskach, pojawiają się Bacowie i odbierają owce od ich mieszkańców. Każdy Gazda posiada ok. 15÷20 owiec, które oddaje w ręce pasterzy. Potem liczne stado wędruje na halę, powiększając się po napotkaniu kolejnych małych osad. Docelowo wędrówka trwa ok. miesiąca czasu i liczy sobie od kilkudziesięciu do ponad stu kilometrów. Przez okres wędrówki, jak i wypasu, na podopiecznych pasterzy czekają takie niespodzianki jak: rozpędzone samochody na drogach, żmije zygzakowate i te, które należą do ulubionych - wilki.

dalej już wiecie... >>> - galeria: góralski oscypek <<<

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

Potem spytałem gazdy...
- jak pan rozpoznaje swoje owce w całym stadzie?
- oj Piotrek... a ty, rozpoznajesz swoją żonę? ;-)

2009.02.11.

Od kilku dni molestowała mnie jedna myśl. Zobacz 'dziennik' pokładowy' Wojciecha Cejrowskiego.
Dwa miesiące temu Barti wysłał mi linę na tę stronę. Wtedy ją zobaczyłem i właściwie o niej zapomniałem. Aż do wczoraj.
Żeby uspokoić swoje sumienie, wlazłem na stronę WC, a tam mignęło mi słowo 'Kielce' na jakimś banerze. Ciekawość mnie pociągnęła za tym kluczowym słowem i dowiedziałem się, że 10.02.2009 r. w Kielcach odbędzie się Show Wojciecha Cejrowskiego.
- o ja pierdolę!... to dziś!
Nie chodzę na pokazy miss Kielc, klubu GoGo, koncerty Feel, odczyty polityczne i wszelkie wydarzenia pseudokulturalne w moim mieście.
Ale show Wojciecha Cejrowskiego to zjawisko na jakie czekam latami. Mój idol, wzór niedościgniony przyjeżdża do mojego miasta. Nie mogło mnie nie być.
Mój ukochany człowiek... żona ma... mając milion planów na ten dzień, zrezygnowała ze wszystkiego bym mógł spełnić jedno z podstawowych swoich marzeń... za co jej tu publicznie dziękuję :-)

Godzina 19:00, WDK Kielce. Pełna sala z dostawkami na schodach.



Od samego 'dzień dobry', przez ponad 2 godziny, WC snuł opowieści o wyprawach, okraszając to wszystko niezwykłym pokazem slajdów.



Przez cały ten czas sala pękała ze śmiechu jak na dobrym kabarecie. I mogło to tak trwać, gdyby nie stwierdzenie WC mającego doświadczenie z długich wizyt.
- nie będziecie pamiętać bólu brzucha spowodowanego smiechem, lecz tyłka od zbyt długiej posiadówy.

Świetne prowadzenie. Dało się odczuć, że WC w swoim show ma przygotowany szkielet programu, ale i tak zwycięża spontan. Zresztą jak w jego życiu. Istniała możliwość publicznej rozmowy w gościem... z czego oczywiście skorzystałem :-)

Potem były wywiady, autografy...



I kto chciał, mógł zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie... z czego także skorzystałem :-)



2009.02.12.

Pewien podróżnik, kiedy dotarł na koniec świata, napisał na ścianie w knajpie takie słowa:
'To czego szukasz czeka na ciebie w domu'.

2009.02.18.

dlaczego malarze malują obrazy?
dlaczego pisarze tworzą epopeje?
dlaczego poeci piszą wiersze?
dlaczego muzycy tak pięknie grają?
dlaczego tancerze tańczą, jakby robili to po raz ostatni w życiu?
dlaczego filmowcy, fotograficy uwieczniają chwile na kawałku celuloidu?
dlaczego rzeźbiarze w swych dłoniach, wszelkiej masie nadają formę?
dlaczego aktorzy pokazują złudne wcielenia?

dlaczego oni próbują nam zapchać pięknem zmysły?... dlaczego oni tak głośno krzyczą?... dlaczego oni to wszystko robią?... dlaczego oni istnieją?

2009.02.22.

Czuję się ostatnio jak gigantyczny odkurzacz, który wsysa wszystko w zasięgu wzroku, słuchu i zapachu... czasem dotyku i smaku, lecz rzadko.
Napełniam się uczuciami, odczuciami...
Trochę to przypomina autobus stojący na przystanku, zwolna napełniający się pasażerami. I choć nie ma już miejsc, ludzie nadal wsiadają, nic nie mówią, tylko patrzą na kierowcę... czekają... mają przy tym dziwną twarz... raczej złą.
Wiem, że to wszystko eksploduje we mnie... za dzień, może rok.
Nie wiem tylko jakie skutki tego będą.

By przeciwdziałać takim sytuacją, postanowiłem przemodelować swoje życie.
Na pierwszym miejscu jest rodzina. To jest wszystko co mam, co kocham, czym żyję.
Na drugim miejscu, po długo, długo nic, ma być praca.
Na trzecim miejscu uplasowała się pasja... podróż i fotografia.
Dwa ostatnie miejsca mają budować to co jest na pierwszym. Jeśli, któreś z niższych miejsc będzie chciało zmienić lidera, zetnę je.
Wielu ludzi może się lekko wkurwić, z powodu moich różnych decyzji. Niemniej mam to głęboko w dupie!

Ps. dla mojej żony. Nieraz to mówiłem, lecz jeśli zajdzie taka potrzeba, wymaluję takie słowa na każdym murze tej planety.
'Kocham Cię bardzo mocno człowieku... bardzo...'

2009.02.27.

Muszę się czymś pochwalić... nabyłem nową umiejętność... spawanie.
W cztery wieczory, za pomocą kilku narzędzi, zmieniłem graciarnię w siłownię.

Wyciąg górny. Do ćwiczeń pleców, tricepsów...



I po małym przemeblowaniu powstaje wyciąg dolny. Ćwiczenia: martwy ciąg, biceps, barki...



Reszta to pompki i brzuszki. Nogi: na rowerze, podczas nordic walking itp.
Gdybym chciał kupić tej klasy profesjonalny sprzęt (nośność 60 kg), musiałbym zapłacić ok. 3000 zł. Mnie kosztowało 350 zł (nośność 100 kg) :-)
Oczywiście sprzęt nie skrzy się kolorami, chromami... tylko, czy to pomaga podczas ćwiczeń? ;-)


Niemniej, w tym wszystkim nie chodzi o pieniądze, kolory i inne duperele.
Liczy się satysfakcja i nabyta wiedza, potrzebna do budowy motocykla.