|
2009.06.01. 'Odzyskany staff' - odcinek nr 2154321513 - zaczyna to wyglądać jak brazylijski tasiemiec. Swoją drogą cholernie się cieszę, że odnalazłem strzały dziś wam prezentowane. To była akcja z pogranicza street - studio. Chyba pociągnę ten cykl... jak skompletuję odpowiedni sprzęt... czyli nigdy ;-) Na pierwszym Offfashion, my jako CKF, otworzyliśmy swój garaż z galerią i rozłożonym studiem. Mieliśmy robić zdjęcia wszystkim chętnym, którzy do nas zawitają. Tego dnia od rana szalałem z aparatem w garderobie projektantów mody. Chodziło mi o ujęcie imprezy w świetle niewidzialnym dla przeciętnych oczu... >>> offfashion - od podszewki <<< W południe wróciłem do naszego garażu. Duchu i Maciek byli zajęci wołaniem zdjęć po odwiedzinach pierwszych gości. Chwyciłem leżący aparat i tłukłem foty jak wariat. Zależało mi na sprowokowaiu ludzi do delikatnych wygłupów przed obiektywem. Zabawa przednia dla wszystkich... czułem jak postacie, na które patrzyłem, otwierały się niczym kwiaty. Robili rzeczy, które gdzieś głęboko w nich tkwiły. Każdy lubi się wygłupiać... tylko, że czasem nie wypada... w ten dzień wszystko wypadało ;-) Przed moim obiektywem pokazali się zwykli przechodnie, jak i artyści fotograficy, plastycy, kreatorzy mody, modele i modelki, prezesi ważnych kieleckich placówek i sam Pan Prezydent Kielc z rodziną. Tych ostatnich nie pokazuję bo jakiś debil mógłby wykorzystać niewłaściwie materiał.
|
|
2009.06.07. Wreszcie zrobiłem coś, o czym od dawna marzyłem... film... ruchomy obraz. Filmowałem aparatem fotograficznym więc jakość nie powala. Ujęcia też nie są oscarowe ale nie o to chodzi. To jest dla mnie coś nowego. Obraz, ruch... to wszystko sterowane dźwiękiem, który ma kierować widza do właściwych skojarzeń. Pobawię się tą formą sztuki przez jakiś czas. W tej chwili jestem napalony jak mały królik, więc, nie mogę osądzać swoich poczynań obiektywnie. Moja głowa wypełniła się tematami, ujęciami, właściwym dźwiękiem. Jeśli mnie to wciągnie zainwestuję w sprzęt. Dochodzi problem fotografii... W miejscach, które niebawem odwiedzę nastawiam się na zdjęciowanie. I będzie mnie bolało jak czegoś nie sfilmuję. Chyba że, stanę się jak japońscy turyści... 'at the same time'. :-) Niemniej, zapraszam was do obejrzenia pierwszego i pewnie nieostatniego filmu. Traktuję to, jako poznanie warsztatu... możliwości. |
|
Gdyby coś nie halo to jest lina >>> Barbecue u Sońki <<< 2009.06.08. Ja perdziu... weekend spędziłem nad wyraz kulturalnie. Piątek fociłem offfashion od podszewki - wydanie któreś tam. Większość czasu przesiedziałem w garderobie modelek... no cóż, taki los ;-) Sobota to pobyt z żonunią w teatrze na spektaklu 'Mąż zdradzony'. Pierwsze 40 min. prawie przespałem. Potem było trochę lepiej. Niewątpliwie, gra aktorów zasługuje na duże brawo. Robili co mogli, by sztuka była interesująca. Więc, był jakiś plus i tego się trzymam. Niedziela to prawdziwa skarbnica wydarzeń w Kielcach. Spośród czterech koncertów, razem z ukochaną wybraliśmy EKT Gdynia w Pałacyku Zielińskich. W ten dzień nie byłem kierowcą, dlatego słuchanie piosenek żeglarskich połączyłem z kufelkiem dobrego piwa. Ożyły wspomnienia. Ciarki miałem przez większość koncertu. Oczywiście nie obyło się bez bardachy. Zawsze, podczas naszego pobytu na jakimś koncercie, na świeżym powietrzu, znajdzie się łajza, która ni stąd, ni zowąd, wyciąga papierocha i go włącza. Ja pierdolę ale masakra... ręce opadają... Nie ważne, że sto osób w sąsiedztwie jest niepalących. Gdyby nie Edi, już pierwszego papierocha zrównałbym z mordą palacza. No wiocha maksymalna. Cztery razy zmienialiśmy miejsce. Potem już była czysta przyjemność czerpana z zabawy jaką podała EKT.
|
|
2009.06.15. No... dorwałem foty z offfashion, które tłukłem tydzień temu. Po raz kolejny zawiodła mnie elektronika. Zdjęcia z jednej karty dziwnym sposobem znikły. Jeśli chodzi o offfashion to mam go głęboko w dupie... nie płaczę, że straciłem ok. 200 strzałów. Ale nie wyobrażam sobie sytuacji jak wrócę z Auschwitz i spotka mnie właśnie taka, przykra niespodzianka. Karty się pozbyłem i mam nadzieję, że to ona była Achillesową piętą mojego sprzętu. Piątkową przygodę z offfashion zacząłem tradycyjnie od garderoby. Podobał mi się ten szum, ruch... bałagan.
|
|
Lecz, gdy przyglądasz się detalom, szperasz w zakamarkach, widzisz świat, który powstaje.
|
|
... widzisz nerwy w kolejce na wybieg
|
|
... widzisz kwiaty, które kwitną w świetle fleszy.
|
|
W tym roku na offfashion pokazało swoje projekty ponad stu projektantów. Większość kolekcji to wyciągnięte z szafy stare ciuchy. Cekiny, wstęgi, baloniki miały ukryć smutną prawdę o pochodzeniu tych fatałaszków. Wiele kreacji powstało z inspiracji kulturą ludową różnych zakątków świata. Gdzieś, ktoś podejrzał znane projekty sławnych kreatorów. Kilka kolekcji to jakieś kosmiczne cuda, które zawsze występują na takich imprezach i umierają zaraz po jej zakończeniu. Kiedy przeżyjesz 6 godzin pokazów, wykminisz w swojej głowie, że tylko trzech (spośród ponad stu) projektantów zasługuje na miano kreatora mody. Przypomniałem sobie jak chodziłem 20 lat temu po ciuchlandach i przerabiałem zakupione ubrania. Chciałem wyglądać inaczej... chciałem wyróżniać się w tłumie. Podwójne spodnie, koszule i T-shirt-y. Nie interesowało mnie bycie szarą masą. Dziś pół światu chodzi w podobnych ciuchach jak moje z tamtych lat... nie dlatego bo ja coś wymyśliłem... po prostu byli tacy, co też nie chcieli wyglądać jak inni. Na offfashion pojawili się ludzie (w większości) próbujący zrobić coś z niczego... tylko, że to wystarcza, by pokazać się w szkole, żeby być innym. Lecz nie wystarcza, by przekroczyć próg wielkiego świata mody. 2009.06.17. Powstał drugi film. To dobry moment, by wprowadzić kilka sprostowań. W filmie nr 1 cierpienie kota polegało na tym, iż jest on tak piękny, że milion rąk chciało go wiecznie głaskać. Takie nadmierne przelewanie pozytywnych uczuć może każdego lekko irytować... chyba, że źle odczytałem kocie myśli :-) Drugie spostrzeżenie jest takie, że moje bliskie otoczenie (przyjaciele) słabo znosi moje reżyserskie zapędy. W końcu doprowadzę do tego, że mnie nikt nie zaprosi na imprezę. Obiecuję, że już nigdy nie będę filmował, ani fotografował na prywatnych spotkaniach... chyba, że ogół zmieni zdanie. W łykenda zaliczyliśmy godowską, cykliczną imprezę - piknik rodzinny. Miał się odbyć w sobotę... odbył się w niedzielę. Ale nie wszyscy wiedzieli, że piknik został przełożony... nie wszyscy ;-) Przed obejrzeniem relacji z przedpiknikowego spotkania pragnę przekazać, że Szwagier nie pił alkoholu... w ogóle nie pił. Współczuję mu strasznie, bo przez wiele godzin musiał oglądać i wozić mordy pijackie, zamiast samemu dołączyć do wesołego grona. W butelkach była woda. Udawaliśmy, że spożywamy alkohol, że jesteśmy jak te meserszmity... dobra zabawa była udawana. W trakcie tej maskarady nie było dzieci, które by mogły czerpać niewłaściwe wzorce. Wszystko było ustawione na potrzeby poniższego filmu.... Mam nadzieję że już wszystko sprostowałem ;-) |
|
Gdyby coś nie działało to chwyć za linę >>> piknik godów <<< 2009.06.22. Jest w naszym domu takie miejsce, do którego tylko ja schodzę. Ciemna czeluść, w której bije serce pompując ciepło do naszego gniazdka. - zobaczy pan... urządzenie jest praktycznie bezobsługowe... będzie fajnie... eeeeno.... wiadomo, że czasem trzeba trochę węgla wrzucić, no i popiół wyciągnąć... ruszy pan szczotką raz w miesiącu.... zobaczy pan, będzie pan zadowolony. Od kilku miesięcy szukam bydlaka żeby pokazać mu to zdjęcie ;-)
|
|
2009.06.26. W ubiegły piątek odbyło się otwarcie wystawy fotograficznej moich kumpli.
|
|
Było szampańsko i trochę deszczowo. Nie bez powodu o tym wspominam, gdyż wystawa odbyła się w patio MCK Skarżysko Kam., co było super pomysłem ze względu na klimat i lekko smutnym dla prac ze względu na pogodę, która ostatnio nikogo w tym kraju nie rozpieszcza :-(
|
|
W tematykę zdjęć wprowadził widzów Artur Świerczyński.
|
|
Gromkie brawa odebrali Wiktor Taszłow i Wiktor Franko.
|
|
Przed okiem kamery stanął Marcin Boruń i wytłumaczył się z fotograficznych dokonań swoich i wyżej wymienionych chłopaków.
|
|
Całe to zjawisko było okraszone nastrojową muzyką.
|
|
Po części kurtuazyjnej odbyła się uczta dla oka połączona z kieliszkiem szampana lub zwykłego soczku.
|
|
Kto chciał mógł zabrać kawałek sztuki ze sobą by pokazać szerszemu gronu w telewizorni...
|
|
... lub po to, by mieć niepowtarzalną tapetę w telefonie :-)
|
|
To już kolejna wystawa chłopaków. Niektórzy z nich mają za sobą także wystawy autorskie. Dało mi to trochę do myślenia. Ja ciągle nie mam czasu żeby się zatrzymać i zrobić podsumowanie swojego zbioru fotografii, który leży gdzieś na dnie mojej szuflady. Wiecznie się tłumaczę, że to jeszcze nie ten czas, że zdjęcia nie są dość dobre by ujrzał je świat... że może zrobię coś w przyszły wtorek... P.s. do zobaczenia w Kaziu na festiwalu :-) |