2009.10.01.

W tym filmie użyłem nowych technik montażu... ale program dla amatorów jest za krótki żeby to łyknąć... nie chcę tłumaczyć się, że od dawna powinienem przerzucić się na coś bardziej profi, bo to zaczyna być śmieszne... więc się nie tłumaczę ;-)

Nie opisuję filmu... niech się sam opowie. Trochę mało filmowałem... problem trzeciej ręki ;-)



Gdyby coś nie tiru-riru to chwyć za linę          >>> kajakiem przez świat <<<

2009.10.06.

W sobotę, po ostrym wieczorze kawalerskim średniego szwagra, wybrałem się do Sandokando (Sandomierza) na foto-szwendanko.
Nieraz chodziłem romantycznymi uliczkami tego miasta, do którego nie mam fotograficznej koncepcji. Wszystko jest takie... ładne?
Niemniej, to najbliżej położone miasteczko od domu rodziców mojej ukochanej. Poza tym w Sandokando jest naprawdę ładnie... wymarzone miejsce dla tych, którzy lubią żeby było ładnie... ale nie dla mnie.
Pomyślałem, że czas uaktywnić własną kreatywność... odwiedzić stare miejsca i dotknąć je świeżym spojrzeniem.

Zacząłem tradycyjnie... od Rynku...
Rynek, turyści, flesze... miliony fleszy i stragany z pamiątkami...





Następnie wybrałem się do bramy (nie pamiętam jej nazwy), którą fotografowałem setki razy i za każdym razem jest nudna... zresztą... inni fotograficy, których prace można zobaczyć na rynku, też się nie popisali... więc nie jest ze mną tragicznie :-)
A tak naprawdę, żeby zrobić dobre zdjęcie tego miejsca, potrzebna jest GB... goła baba ;-)





Snując się dalej po Sandomierskich uliczkach, natknąłem się na otwarte drzwi do starej kamienicy... dla mnie to jest jak neon, widoczny z końca miasta, kuszący żeby przestąpić próg.







Wycisnąłem z korytarza kamienicy wszystko, co uznałem za godne utrwalenia i ruszyłem dalej, na poszukiwanie ludzi... ludzi nie należących do tej plastikowej bajki jakim jest Sandokando.
Moje nogi zaprowadziły mnie na giełdę... w tym czasie rolno-warzywną.
Światło było paskudne... tzn. dla romantycznej turystyki idealne. Ostre słońce. Ja wolę deszcz. Wiem, że to egoistyczne, ale dla fotografii ulicznej słońce to masakra.
Giełda zazwyczaj jest pełna ludzi, którzy niechętnie lubią być fotografowani. Gdzieś, tam, w ich umysłach, fotograf kojarzy się z kolesiem, który wrzuci swoje wypociny do jakiejś stronki ze śmiesznymi zdjęciami. Niestety to się zdarza. Kurestwem wielkim nazywam takie zachowanie pseudo fotografów. 'Chuj im w dupę' życzę z tego miejsca...

Być może dobrze patrzy mi z pyska, może umiem rozmawiać z ludźmi. Otwierają się przede mną, czasem powierzając sekrety swojego życia. I za każdym razem mnie budują. A ja, pragnę tego jak narkotyk.















2009.10.12.

Śnił mi się dzisiaj koniec świata...
I nie było to (jak hucznie zapowiadano) wydarzenie w świetle fajerwerków wojen atomowych.
Zwykły brak energii elektrycznej... globalna awaria...
Załamał się system, budowany przez tak wiele pokoleń... upadła cywilizacja, prawo, a zaraz potem człowieczeństwo.
Ludzie w panice okradali sklepy, magazyny z żywnością i lekarstwami, przedłużając agonię ludzkości do jednego, dwóch miesięcy.... może do roku.
W wielkich aglomeracjach zapanował głód, choroby i śmierć.
Brak informacji spowodował, że nikt nie wiedział co ma robić... każdy działał po omacku.
Co mądrzejsi utworzyli małe grupy, broniąc się przed jednostkami, zajadle walczącymi o życie...
Chaos...

Kiedy się obudziłem, nie zastanawiałem się nad tym, jak przeżyć w takiej sytuacji, lecz jak żyć...

2009.10.17.

Wybrałem się na wycieczkę do Tarnobrzega.
Nie wiedzieć czemu, kojarzę to miasto z kolebką komuny... choć jest to błędne myślenie. Niezaprzeczalnie, w drugiej połowie XX w, Tarnobrzeg przeżył swój największy rozkwit. Odkrycie siarki, wstąpienie do szeregu miast wojewódzkich. Może dlatego to miejsce jakoś tak dziwnie szufladkuję.

Jak każde miasto, Tarnobrzeg stara się pogrzebać ślady minionej epoki... i dzieje się to bardzo szybko. Postanowiłem uwiecznić znikające resztki.

KS Siarka



Kilka ujęć z centrum...





Fajne rowery widziałem... trochę już niespotykane...







A tu, był rower spotykany często. Kompozycja mnie urzekła po prostu...



Pacassowka mozaika. Często stosowana w czasach komuny. Miało to uatrakcyjnić wizaż betonowych klocków użyteczności publicznej.



Na rynku pozostał pawilon handlowy, jeszcze nietknięty przez mordercze zmiany. Zdjęcie jest w kolorze, ponieważ chciałem oddać klimat tego miejsca.



Coraz trudniej odszukiwać ślady bytności systemu komunistycznego w tarnobrzeskim budownictwie i nie tylko.
Skierowałem się na dworzec PKS. Firmy komunikacyjne nie mają środków na inwestowanie zmian. Dlatego w tych miejscach, najlepiej zachowane są komunistyczne pamiątki... i nadal działają, jakby czas zatrzymał się w miejscu.









2009.10.22.

Czasem, przechadzając się po nieznanych mi okolicach, usytuowanych poza obszarem zainwestowania miejskiego, spotykam takie cuda... tablice informacyjne.



Przyciągają mnie z wielu powodów. Jednym z nich są informacje, kompletnie wycięte z mojej bajki. Trochę mnie śmieszą i równocześnie interesują. Skoro się pojawiły w tym miejscu to może oznaczać, że są częścią ludzi, mieszkających w okolicy.
Drugi powód to walka o powierzchnię. Osoby zamieszczające ogłoszenia wybierają najbardziej korzystne miejsca na tej tablicy, wierząc, że właśnie ich wiadomość zostanie zauważona. Dzięki własnemu sprytowi, wygrają los na loterii w postaci szeregu zleceń...
Trzecim powodem jest sztuka. Zmienna kompozycja...

Widziałem już wiele takich tablic, lecz nigdy nie wpadłem na pomysł zebrania tego w jakąś całość... aż do dzisiaj.

2009.10.28.

Zrobiłem małą pocztówkę ze spotkania klasowego...
Niewiele skręciłem tego filmu. Szkoda. Byłem tylko dwie godzinki. Potem, jak znam życie, towarzystwo się rozkręciło :-)

Trzecie spotkanie ma być w czerwcu.. dwudniowe ;-)



Gdyby coś nie czaiło to chwyć za linę          >>> nasza klasa <<<