2009.12.04.

Siedzieliśmy sobie grzecznie w domku, aż jednego, pięknego popołudnia, moja ukochana rzekła do mnie tak:

- już czas...
- eeee... zaraz przecież... yyy... ale to, że już??
- czas udokumentować mój stan... stan, w którym ostatni raz mnie oglądasz ;-)

Po 10 minutach zaaranżowaliśmy amatorskie, domowe studio fotograficzne. Na nasze nieszczęście, w aparacie miałem ustawione ISO1000... kurwa mać. Toteż, strzały wyszły lekko ziarniście :-(
A poza tym zabawa była przednia... Choć moje dziecko (to wcześniej zrodzone) zaczyna się już wstydzić i nie chciało się fotografować z wapniakami :-)

Zaczęliśmy sesję od czegoś łagodniejszego... bardziej rodzinnego...





Potem chcieliśmy pokazać małą Nataszkę w rockowym rozumieniu...







W kolejnej odsłonie było wygłupkowo...







Troszkę też brzuszkowo...









A już na sam koniec, Miko postanowił pokazać swój stosunek do świata... taki młody bunt.



2009.12.10.

Zaczął się okres w moim życiu zawodowym, kiedy mogę powiedzieć, że mam przejebane... i wszyscy, którzy mnie otaczają też. Chodzi o to, że moi ukochani próbując ze mną żyć, widzą tylko cień. Na szczęście trochę się już przyzwyczaili ;-)
Ale jest też coś dziwnego, czego nie potrafię racjonalnie wytłumaczyć.
W trakcie wzmożonej aktywności mojego umysłu, przechodzę chwilami w stan jakby odbioru (nie wiem jak to nazwać). Heh... wiem, że wygląda to trochę nienormalnie, ale właśnie tak jest. Wśród chaosu myśli powstają takie, których sobie nie życzę... które powstają w celu (może) zrównoważenia. I choć są małe to krzyczą najgłośniej. I robią to do momentu, kiedy czegoś z nimi nie zrobię... nie przeleję na papier.

Kiedyś mówiliśmy do siebie 'kochanie'.
Pamiętasz... to było wtedy, kiedy nasze dusze przywoływały się i czekały na siebie z utęsknieniem.
Dziś jest zimna noc.
Macham rekami, łapiąc bezskutecznie pustkę.
Jeśli ktoś chciał dotrzeć na koniec świata, dotarł właśnie tutaj.
Pod stopami trzeszczą popękane serca... już bez życia i nadziei.
Nie jestem w tym miejscu pierwszy, choć tak bardzo pragnę być ostatni... spalić za sobą most, by nikt tutaj nie trafił.


2009.12.17.

Miałem do załatwienia pewną sprawę na mieście. Wiedziałem, że bądę oczekiwał na wynik tej sprawy ok. 1,5 godziny. Toteż, wpadłem na pomysł, że pospaceruję sobie po Kielcach z aparatem w łapach.
Z Kielcami, i większością miast Polski jest tak, że w południe, nie dzieje się nic ciekawego na ulicach, co byłoby warte utrwalenia na matrycy mojego aparatu. Człowieka otaczają zwykłe, codzienne historie... dom-praca, praca-dom. Aczkolwiek, gdybym postawił na ulicy naszego miasta podróżnika z Afryki, tłukłby foty bez miary... z radością, pasją i zaciekawieniem.

Wiedząc, że nie mam w obecnej chwili świeżego spojrzenia, i że nie jestem podróżnikiem przybyłym z Afryki, postanowiłem zmienić otoczenie, na świat, w którym nie przebywam na co dzień, uaktywniając radość, pasję i zaciekawienie.
Niewątpliwie takim miejscem jest miejski bazar... szara strefa, miejsce (częściowo) poza prawem podatkowym, karnym.
Podczas fotografowania ludzi na targu, należy przestrzegać pewnej zasady. Trzeba być miłym... i nie jest to coś, czego można się wyuczyć. To ma wypływać z serca, z pełnym szacunkiem. W innym przypadku, dostajesz w ryj :-)
Uwielbiam rozmowy z tymi ludźmi. Są proste, w większości o życiu. I zawsze jest wiele radości. Są dla mnie czymś nowym i zarazem normalnym. A ja...? Pewnie jestem dla nich odmieńcem. Także czymś nowym, ciekawym... I dajemy siebie wzajemnie. Czasem zrobię zdjęcie, ale nie jest to priorytet.
Potem wracam do swojego życia, z zaspokojoną ciekawością świata. I na jakiś czas, wystarcza mi to, co dostałem od tych ludzi. Lecz głód znowu nadchodzi, pchając mnie dalej w kolejne historie zwykłej codzienności.







Podobno sykces dobrej fotografii to GB - Goła Baba ;-)



















2009.12.23.

Trzeci tydzień bezustannej pracy... od rana do nocy.
Tak na oko oceniam, że zostało jeszcze tydzień.
Moja ukochana spisała listę czynności, które muszę wykonać kiedy się uwolnię od kieratu.
No i muszę podziękować mojej córci jak się narodzi, że grzecznie czekała na swój termin ;-)

Póki co, nadchodzą święta wielkimi krokami. Czas pojednania, przemyśleń, lenistwa i obżarstwa... dobro i zło we wskazanych ilościach.

Bardzo tęsknię za filmowaniem. Dlatego życzenia świąteczne, postanowiłem Wam przekazać w ten sposób:



Gdyby wasz internet explorer zastrajkował no to linkę cyknij          >>> świąteczne życzenia <<<