2010.03.01.

Wreszcie zmontowałem film z naszego wypadu do Zęba.
Po raz kolejny przepraszam za jakość filmu, miejscami trzęsienie ziemi itd.
W połowie marca na rynek światowy (w tym Polski) wychodzi kamera sony cx-550v.
Różni się tym od wielu kamer dostępnych na rynku, że ma szeroki kąt (28mm), możliwość manualnego ustawiania ostrości jak i światła, optyczną stabilizację obrazu, wspaniałą jakość filmu przy naprawdę marnym świetle i wiele innych bajerów, które mnie już nie obchodzą. Wadą tej kamery jest cena. :-(
Pomyślałem sobie, że nie piję, nie palę, nie używam i dupa się nazywam, więc coś z życia i mnie się należy :-)
Kamera będzie moja...
Poza tym, mam do skręcenia trzy filmy, które od lat noszę w głowie. Byle gównem nie mogę tego nakręcić. Jeden z pomysłów wymaga czasu, umiejętności dostrzegania szczegółów (mam nadzieję, że takie nabyłem fotografując), przebywania wśród ludzi. Dwa kolejne filmy, to coś nowego dla mnie. Reżyseria, scenografia, montaż itp. To też wymaga czasu, pomysłu i spojrzenia. Szkic to zaledwie początek.
Póki co, muszę opanować sprzęt, a przede wszystkim zająć się rodziną. Znając siebie, jedno z drugim połączę ;-)

Wracając do filmu z Zęba.
Jest to kolejna projekcja typowo blogowa, forma dziennika pokładowego i pamiątki. Na pewno ma wartość sentymentalną dla mnie i być może dla tych, co się w tym filmie pojawili. Starałem się oddać klimat, na który tam trafiliśmy.

Czy mi się udało? Oceńcie sami...



I lineczka dla tych, co mają problem z Internet Explorer          >>> Film z góralskim zadziorem <<<


2010.03.10.

Nastąpił w moim życiu czas oczekiwania.
Oczywiście nie rozpisuję się na temat Natki, bo mógłbym niechcąco stworzyć niekończącą się opowieść. Czekam na wiosnę, na chwilę wytchnienia, na kamerę, która nie ukaże się lada chwila kurwa jego mać!
I tak sobie płynę. Lecz nie odliczam godzin, czy dni. Pozwalam się unosić przez rzeczywistość. Nie walczę.
Przypomina mi to nadciągającą burzę. Wiadomo, że piorun trzaśnie, tylko nie wiadomo kiedy. I nie piszę tego w złym znaczeniu.
Po prostu przygotowuję się na wchłonięcie doznań, które przybędą.

Moim ulubionym zajęciem, w obecnym czasie jest podróż przez świat muzyki. A ściślej ujmując, dział soundtrack-ów. Utwory stworzone na potrzeby obrazu.
Odkryłem ciekawą zależność. Muzyka bez obrazu może istnieć. Sama z sobie wyzwala obraz w ludzkim umyśle. Za to, obraz bez muzyki staje się płytki. Jest to oczywiste. Każdy to wie. Niemniej, dotarło to do mnie i teraz ja też to wiem :-)
Jak wiele emocji można przekazać przez dźwięk? Uczę się tego.
Stworzyłem kilka utworów muzycznych, które kiedyś wykorzystam w swoich filmach. Niestety, dziś okradam różnych muzyków i wklejam ich dzieła do swoich wypocin... przepraszam.

Innym, niemniej lubianym przeze mnie zajęciem, jest oglądanie wysoko cenionych, krótkich filmów amatorskich.
Poznaję reżyserskie rzemiosło. W ten sposób uczyłem się fotografii, podpatrując najlepszych.
Teledyski też są świetnym materiałem dydaktycznym. Dlatego oglądam VIVĘ i inne śmieci. Ale to już mniej fajne zajęcie. Lecz gdy nie mam dostępu do neta, te chłamy są ciekawym substytutem. I czasem trafi się rodzynek.

Podczas moich zatopień w soundtrack-ach, natrafiłem na utwór Mad World, Garega Julesa z filmu Donnie Darco (świetna muza, jeszcze lepszy teks). To po obejrzeniu tego filmu rozpisałem się na temat filozofii podróży w czasie (2008.09.12). Film polecam. Mnie rozpieprzył totalnie.



I lineczka, rozwiązująca problemy świata wirtualnego          >>> Gary Jules - Mad World <<<


2010.03.12.

Znowu mijają kolejne dni...

Coraz bardziej czuję się wypłukany... jak szary papier... lub jak wypompowany materac.
Potężne tempo, w które się wciągnąłem spowodowało, że nie mogę się zatrzymać, nie chcę i nie potrafię.
Nadmierna odpowiedzialność - wada i zaleta.
Moja ukochana podtrzymuje mnie na duchu, zapewniając, że razem przetrwamy ten zwariowany czas. Tylko, czy czegoś nie zgubimy po drodze??
Boję się, że jak kiedyś otworzę oczy, zobaczę pustkę (o ile pustkę można zobaczyć), na pewno wiecie o co chodzi... spojrzę w lustro, w którym stary człowiek pogratuluje mi dotarcia do mety... pozwoli odebrać nagrodę. Jaką??

Zaczynam brzmieć coraz śmieszniej opowiadając w koło, że na coś czekam.
Prawda jest taka, że nic się nie zmieni, jeśli ja czegoś nie zmienię...

2010.03.15.

Zegar nieubłaganie odmierza czas...
Ziemia zatacza kolejne kręgi wokół słońca, postarzając nas o kolejne lata... można by się zdołować cholera :-)

Dziś święto mojego synka. Z każdym dniem mężnieje, a ja nie mam na to wpływu. Tylko patrzeć jak wyruszy w świat, by odnaleźć siebie, swoje miejsce...

Od rana wszyscy się przygotowywali na powitanie urodzinowych gości. Nawet mała Panna chciała wyglądać inaczej w ten dzień... telepatycznie odebrałem informację :-)





Ma dopiero dwa i pół miesiąca, a już pokazuje charakterek... ehh... kobiety ;-)

Pierwszy tort pękł w domu...





Potem przenieśliśmy się na oficjalną imprezę dla małolatów. Niektórzy zostali w domu pod dobrą opieką babulinek ;-)



W lokalu, dzieciaki przypudrowały sobie delikatnie nosek...









No i w finale pękł tort numer 2.





2010.03.22.

Jest!!

Zamówiłem w czwartek, a już w piątek rano, do mych drzwi zapukał kurier wręczając mi przesyłkę... Sony HDR-550VE.
Rzucili kilka kamer na Polskę, jeszcze przed oficjalna premierą. Po sztuce na centra Sony. Zadziałałem, zakupiłem, mam... ukochana mnie nie lubi :-)

Kamera ma miliard funkcji, których jeszcze nie ogarnąłem.
Przykład: wczoraj odkryłem, że mój nowy przyjaciel ma niezłe makro, a w sony centrum powiedzieli, że nie ma... kłamcy :-)

Godzinę po otrzymaniu 550-tki zrobiłem mały film. Rodzaj testu. Jest w wersji angielskiej - z góry przepraszam za mój plastikowy angielski ;-) Strona VIMEO jest portalem anglojęzycznym. Jest tam masa ludzi, którzy szukają jakichkolwiek informacji o tej kamerze... ja sam należałem do tego grona. Stąd nieszczęśliwy wybór języka.
Oczywiście nie mogłem sobie odmówić występu przed obiektywem... chyba się już nie zmienię ;-)

Film zrobiłem w wersji HD. Toteż, wszystko co teraz skręcę, po przełączeniu małej ikonki na pozycję 'HD is on' będzie w cudownej jakości HD. Aha... wersja HD do obejrzenia jest tylko na stronie VIMEO. Po naciśnięciu ikonki (HD is off) na mojej stronie wyskoczy lina do wersji HD na VIMEO. Ufff... trochę zagmatwane, ale mam nadzieję, że mnie zrozumieliście :-)



I lineczka dla tych, co mają problem z Internet Explorer          >>> Test Sony HDR-550VE <<<


2010.03.26.

Przechadzam się ulicami, bo słoneczko świeci, wiosna wróciła.
Wyłaniam się zza rogu budynku, widzę, że leży człowiek z centralnie przyłożoną twarzą do betonowej nawierzchni chodnika. Sapie, próbując złapać powietrze. Trochę ma problem. Prawdopodobnie złamany nos, wyciek śluzu przez usta i ta twarz, centralnie przyłożona do chodnika. Najebany w trzy dupy... masakra.
Obok przechodzą ludzie kręcąc głową.
Pojawiła się krew... rozwalone czoło i nos.
Nie zastanawiając się, podchodzę do gościa i razem ze starszym od siebie przechodniem próbujemy go podnieś i posadzić na ławce.
Kiedy bez mała osiągamy sukces, młody pijanica dostaje padaczki i zaczyna krzyczeć.
Mój pomocnik panikuje.
- ja pierdolę... on ma padaczkę... nie wiem co się robi...
- spokojnie - próbuję załagodzić sytuację - połóżmy go na prawym boku...
Pijany gość szarpie się w niekontrolowanych ruchach. Pomocnik zniknął mi z pola widzenia... nie wytrzymał :-(
Wokół kordon ludzi gapi się w milczeniu. Słyszę z boku jakiś płacz dziecka... przestraszyło się widoku.
- zostawcie mnie, nie bijcie!! - z wielkim trudem cedzi słowa przez zaciśnięte zęby drinker.
Niezwykle ciepłym głosem uspokajam 'pacjenta'.
- ćśśiiii... spokojnie... nikt nie chce zrobić ci krzywdy... spokojnie, spokojnie...
Poklepuję go delikatnie dłonią, bardziej asekurując by nie stracił bezpiecznej pozycji.
Po minucie, może dwóch... nie wiem... czy ciepły głos, czy delikatny dotyk, łagodzą konwulsje do zera.
Gość, usnął... czasem mięśnie nim szarpną, ale można powiedzieć, że sytuacja jest opanowana. Drogi oddechowe ma drożne, choć cała twarz wysmarowana jest krwią i śluzem.
Z tłumu gapiów padają ciekawe propozycje.
- może podłożyć mu coś pod głowę?... czy ktoś zadzwonił na pogotowie?... tak ja dzwoniłem... ja też ale 112 nie odpowiada, ciągle zajęte... w sklepie pani mówiła, że też powiadomiła pogotowie... niech pan sobie potem w sklepie ręce umyje, nie wiadomo co takiemu dolega...
- nie umrę - wyśmiewam sugestię bohaterów...
Z oddali słyszę syrenę ambulansu.
Po chwili wyskakuje dwóch sanitariuszy i fachowo zajmują się człowiekiem.
Opowiadam im spokojnie jaką sytuację zastałem i co się działo podczas ich nieobecności.
Jeden pod nosem się śmieje - ale delira...
Pakują klienta na nosze.
- potrzebny jeszcze jestem - zadaję pytanie.
- nie... dziękujemy
Odchodzę...
Już nie zachwycając się wiosenną pogodą, w głowie analizuję całe zajście. Miałem szczęście, że ten człowiek nie stracił akcji serca, bo wtedy, czekałaby mnie zabawa z jego krwią i śluzem na twarzy. Cały surwiwalowy pakunek (rękawiczki i maseczkę do sztucznego oddychania) miałem w samochodzie, w plecaku, 60 m od miejsca zdarzenia.
Tak na przyszłość... Ten sprzęt trzeba mieć w portfelu... spokojnie się tam zmieści...