|
2010.04.01. No wreszcie rozpocząłem rowerowy sezon. Mali ludzie w naszym domu, po brzegi wypełniają wolny czas. A kiedy myślisz, że zostało z tego coś dla siebie, to trzeba podgonić zaległe obowiązki. Rankiem w niedzielę było inaczej. Usłyszałem ciche chlipanie. Coś pod grubą warstwą kurzu wołało o przypomnienie. To zew siedzący na siodełku mojego bika. To droga wijąca się na polach i w lasach. To przygoda głaszcząca mnie słońcem po twarzy. To ja łapiący każdą chwilę.
|
|
2010.04.08. No i stało się... Zrobiłem swój pierwszy, poważny film :-) Do jego realizacji podszedłem w sposób fotograficzny, choć to trochę nie tędy droga. Kiedyś oglądałem dokument o świetnym fotografie, który zaczął filmować. Wszyscy ubolewali nad tym, że porzucił aparat. Wielkich sukcesów w filmówce nie odniósł. Ale poszedł fotograf drogą filmowca. Ja... cóż... nie jestem dobrym fotografem i filmowcem też nie będę. ;-) Niemniej, jest to jedno z moich wielu marzeń, które realizuję. Coś o moim filmie... Jest krótki :-( W czasie świąt wyskoczyłem na dwie godzinki na radomskie podwórka - 150 m ulicy Żeromskiego. Wiem, że spędzę tam kiedyś cały dzień. Poza tym, pogoda była niefilmowa... kontrasty :-( Dzień później dowiedziałem się od kolegi milicjanta, że w bramie pod trzydziestką, w której niechcąco wykonałem jedno ujęcie, mogłem stracić zdrowie i kamerę... nawet w biały dzień. Jedno z najgorszych miejsc w Radomiu... ehhh... Odbyłem kilka fajnych rozmów z mieszkańcami tych kamienic. Że powinienem przyjść tu nocą, wtedy to bym skręcił tu niezły film. Kilka osób skarżyło się na łobuzów, których powinno się zamknąć. Jakaś dziewczyna częstowała mnie plackiem, który sama upiekła. Dzieci, które nie odstępowały mnie na krok, bo byłem w ich podwórkowym życiu niezwykłym wydarzeniem itd. Przeanalizowałem swój pobyt na ul. Żeromskiego i wiem, że wchodząc w takie miejsca, muszę mieć włączonego kama non stop. Po zrobieniu tego shorta odkryłem kilka błędów jakie popełniam. Jeden, najbardziej karalny, to zmiana prowadzenia kamery w dwóch sąsiednich ujęciach. Mogłem to zmienić w profesjonalnym programie, którego jeszcze nie rozgryzłam. Więc jest jak jest :-) Różnice pomiędzy filmem, a fotografią? Nie będę się na ten temat rozpisywał, bo zająłbym masę swojego i waszego czasu. Lecz napiszę o jednej. W fotografii liczy się strzał, może nawet ten jedyny, który opowie całą historię. A już w wersji B&W posmera wyobraźnię widza. Film w wersji B&W wydaje mi się, że nie ma głębi. Poza tym, nikt nie zrobi filmu jednym, nawet najlepszym strzałem świata. Film nie trafia do wyobraźni widza... on ma być jego wyobraźnią... To tyle pisaniny... zapraszam... I lineczka dla tych, co mają problem z Internet Explorer i dla tych, co chcieliby obejrzeć wersję HD >>> Stare podwórka <<< |
|
2010.04.13. Pan zaszeptał do mego ucha... jałowa gleba... jak piach na pustyni bez życia smagana wiatrem, deszczem, słońcem... i choć dostaje wszystko, to nie potrafi rodzić... nie potrafi tworzyć... 2010.04.20. Kolejna, rowerowa 'wyprawa'... Ostatnio, z moimi wyprawami jest tak, że ich po prostu nie ma... z różnych powodów. Ale cieszę się każdą jaka się nadarzy. I staram się robić z tego święto :-) Podczas ostatniego wypadu pojechałem swoją ulubioną pętlą: Masłów - lasem do Kielc - Wola kopcowa - Zalew Cedzyna - lasami do Masłowa. Razem 24 km. Krótko, rzeczowo i sympatycznie. Mam foto z ostatniej wyprawy. Tym razem, darowałem sobie zdjęcie narcystyczne i ustrzeliłem widoczek kontemplacyjny.
|
|
2010.04.20. samotność w mieście tysiące wokół dusz nikt nie słyszy krzyku, wołania o pomoc pustka w oczach wyciągnięta, pomocna dłoń jest karcona śmiechem ocierające się zło, krzesa iskry, w których płonie człowieczeństwo tylko aniołowie płaczą nad losem... patrzą i nie mogą zrozumieć 2010.04.27. Weekend był piękny... Barti przysłał info, że w Kielcach odbywają się targi motocyklowe. Coś, co od dawna chciałem zobaczyć. I w końcu tego czegoś nie zobaczyłem. Ale będąc na spacerku w mieście, na głównej ulicy Kielc, pojawił się motocyklowy korowodzik. Piękny widok. Sokół, Zundapp, stare SHL-ki, Junaczki, M-72 i inne. Raj dla motocyklowego podniebienia. Maszyn było po horyzont.
|
|
I tak sobie oglądaliśmy całą rodzinką to wydarzenie, do momentu, kiedy chłopcy zaczęli strzelać z gaźników. Tego, mój najmniejszy człowiek nie wytrzymał. Natka jeszcze jest nie przyzwyczajona do takich imprez... ale się przyzwyczai :-) Kolejny dzień obfitował w skrajnie inne doznania. Odwiedzili nas Grubcie. Przywieźli ze sobą rowerki. Na prędce opracowaliśmy plan spędzenia pięknej niedzieli w rowerowym siodle. - Ja i Grubszy robimy traskę, żeby się wstępnie wyżyć. - Docieramy na Słoneczne Wzgórze, gdzie czekają na nas kobiety i dzieci. - Dalej, wolnym tempem, przemieszczamy się ścieżką rowerową do lasu na Stadionie i robimy rodzinny piknik. Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy. Pojechaliśmy z Grubciem przez pola i lasy do Cedzyny, a stamtąd polami na Słoneczne Wzgórze. Dołączyły do nas dzieciaki, Rybka i pojechaliśmy wg planu do lasu na Stadionie. Na miejscu czekała na nas Edi z Nataszką i gotową wyżerą. Jak się okazało, czegoś nie zabraliśmy. Łyżki do zupek. I tu wkroczyłem ja, ze swoim rowerowym, małym nożykiem, którego nigdy w życiu nie używałem. Wożę go ze sobą z myślą o niebezpieczeństwie łyknięcia osy przez współtowarzyszy, lub przez siebie samego. No więc wziąłem swój nożyk do tracheotomii i wykonałem z drewna dwie łyżeczki. Dzieciaki podchodziły do dwóch stanowisk z wydawaną ciepłą zupką i wpierniczały żer z drewnianych sztućcy.
|
|
Chwila odpoczynku i wykonaliśmy rowerowy powrót do domu. Oooo... to było wyzwanie. Bo pod górę i ciężko, bo bolą nogi i ręce, bo ja chcę do domu, pojawiły się łzy i takie tam... jak to dzieci. Ale dały smyki radę :-) Z Kielc do Masłowa pognaliśmy z Grubciem już sami. Statystyki: - mężczyźni - 40,3 km - dzieci - 16,5 km - czas - wieczność :-) - kcal - nie wiem, bo padła mi bateria w pulsometrze :-( |