2010.05.04.

Z dziennika pokładowego Bryzy...

Bryza, pod wodzą mojego Taty odziedziczy nową nazwę (np. NWD-80_X-cośtam), tzn urząd nada jej nowy numer.
Poza tym została ubrana w nowe powłoki malarskie, mebelki zewnętrzne i wewnętrzne, instalacje elektryczne, sygnalizacje, zespół sterujący i spadła z wagą o ponad 400 kg (wyleciał stary silnik VW).
Choć łódź podobna jest do starej Bryzy, to poza kształtem nic z tamtej nie zostało.
Kiedy zobaczyłem ją po metamorfozie, szczena mi opadła. Ożyły marzenie i w ogóle.
Może Tata da się nią troszkę pobujać po rzekach, jeziorach i oceanach ;-)







2010.05.10.

Długi weekend owocował kolejną wyprawą na radomskie podwórka, na Żeromce i Rwańskiej.
Miałem ok. 2 godzinki wolnego czasu. Pochmurne niebo było sprzymierzeńcem.
Żeby mieć jak najwięcej materiału, właściwie biegłem od bramy do bramy. Nie obchodziło mnie czy gdzieś jest bezpiecznie, czy nie. Trochę liczyłem na fart i przeczucie... no i na swoją mordę, którą chyba da się lubić.

Byłem też pod trzydziestką, tą która nosi złą sławę. Heh... jak się okazuje, poprzedni film w 60% skręciłem właśnie na tym podwórku. To tam odbyłem najwięcej rozmów z ludźmi, tam mnie częstowała dziewczyna świątecznym plackiem, właśnie w tym miejscu zaciekawione dzieciaki nie odstępowały mnie na krok.
Dlaczego?... może dlatego, że nie jestem milicjantem :-)

Trochę o filmie...
Nadal traktuję swoje wypociny jako materiał edukacyjny... próbę siebie, sprzętu.
Po raz pierwszy zmontowałem film w profesjonalnym programie Sony Vegas Pro. Obejrzałem kilkanaście tutoriali ukazujących możliwości tego programu. Mając taką wiedzę, w ciągu 2 godzin zmontowałem ten film.
Jedna ze scen (czas 1:01 - dzieci) była podkręcona na Magic Bullet, a konkretnie: lekka winieta i pogłębiona ostrość. To ujęcie filmowałem przez brudną szybę... więc trochę jest artystycznie :-)
Magic Bullet to niesamowite narzędzie. Wielu montażystów używa tego programu w swojej pracy. Myślę, że efekt crossu w 'Amelii' był właśnie zrobiony na Magic. I wiele innych filmów.
Kiedy patrzę na surówkę z mojej kamery obraz jest jakby mdły. I to nie jest kwestia tylko mojej kamery. Magic Bullet został stworzony dla profesjonalistów, aby nadać charakter ujęciom. W następnym filmie bardziej zaangażuję ten program.

Obecnie, gdy oglądam jakiś film, już nie skupiam się tylko na treści, ale na aspektach technicznych filmu, prowadzeniu kamery i innych, których wymienianie zajęłoby miliard słów :-)

I jeszcze jedno...
Nie sprawdził się pomysł z włączoną kamerą kiedy wchodziłem na podwórka. Było tak, że jak chciałem coś sfilmować, wyłączałem kamerę myśląc, że ją włączam. Tak straciłem naprawdę super ujęcie (czas 1:09 - gość w bramie). W ujęciu, które przepadło, pan pił sobie winko, siedząc na schodku. W tle samochód bez kół i szyb. Piękne... niestety, zostało tylko w moje głowie :-(

Ok.... dość pisaniny. Zapraszam na film...



I lineczka dla tych, co mają problem z Internet Explorer i dla tych, co chcieliby obejrzeć wersję HD
>>> Stare podwórka II <<<


2010.05.17.

Zastanawiałem się nad rolą człowieka tu na Ziemi.
Dlaczego Bogu zależy na ludzkiej duszy?
Dlaczego też szatan walczy o jak największe grono ludzi zasilających jego szeregi?
Czy jesteśmy zwykłymi pionkami w grze pomiędzy Bogiem i szatanem?

Jeśli artysta uzna, że jego dzieło ma choćby najmniejszą skazę, niszczy je. W jego miejsce tworzy coś, co będzie doskonałe.
A potem dotarło do mnie, że człowiek jest Bożym tworem... czy jest doskonały? NIE...
To dlaczego ten wszechmocny artysta nie niszczy swego nieudanego dzieła? Co sprawia, że walczy o nas, pomimo bólu i cierpienia jakie mu zadajemy... my dzieło?

Często mój synek zadaje mi pytanie:
- tato... co jest silniejsze: woda, czy ogień?
- wszystko zależy od ilości, synku...
- a Słońce?
- jeśli chodzi o rzeczy, które możesz poczuć zmysłami, to Słońce jest najsilniejsze.
- a jest coś, silniejsze od Słońca?
- tak synku... to jest Miłość. Nie ma nic silniejszego od Miłości. Choćby najmniejsza drobina miłości pokona wodę, ogień i Słońce...

2010.05.24.

Powódź... w ostatnim czasie modne hasło.

Zanim rozkręcę się z tekstem, opowiem Wam coś na temat powodzi, jako człowiek, który o powodziach powinien wiedzieć najwięcej.
Powódź jest zjawiskiem, które w naszym mniemaniu jest katastrofą, nagłym zalaniem przez wodę, czymś nieoczekiwanym... czasem nawet tragedią.
Były kiedyś czasy, w których powodzie nie występowały. Dlaczego? Bo człowiek wiedział, że raz na 10, 100 lub 1000 lat po odpowiednich terenach płynie rzeka. To były ogromne powierzchnie. Lecz pewnego dnia, ktoś wpadł na pomysł, żeby wyrwać naturze potężne obszary, ujarzmić ją w korycie i nie pozwolić na swawolę. Wymyślił wały o odpowiedniej konstrukcji. Chwała mu za to.
Potem, rzesza ludzi wprowadziła pomysł w życie. Wykonali wały o właściwej wysokości, ale niewłaściwej konstrukcji... niestety :-( dzięki oszczędnościom, niedbalstwu powstało słowo powódź :-(

Jeśli chodzi o życie na terenach zalewowych rzek, mistrzami są mieszkańcy Ameryki Południowej, Azjaci, Wenecjanie, Holendrzy itd.
Oni nie walczą z naturą... dostosowują się do niej, czasem zabierając jej tylko tyle, ile są w stanie. Lecz cały czas są na pozycji tych, którzy muszą się ukorzyć przed wielką siłą.

Odkąd sięgam pamięcią, na początku lat osiemdziesiątych oglądałem w telewizorze relację z powodzi w Płocku. Potem tych relacji było pełno... z Polski, Europy i Świata.
Uważam, że to co się dzieje teraz w naszym kraju, jest głupotą urzędników wydających pozwolenia na budowę. Już na tym etapie ludzie powinni być informowani, że ich wymarzony dom powstanie na byłych terenach zalewowych. I dzięki wałom przeciwpowodziowym jest teraz sucho, bezpiecznie, ale nikt nie dostanie dokumentu, że będzie tak zawsze.

W latach osiemdziesiątych, mój tata wybudował łódź z siatkobetonu. Wielu pukało się w głowę, słysząc o betonowej łodzi. O materiale który z teorii nie unosi się na wodzie. Łódź w okresach wakacyjnych pływała na wodzie. Poza sezonem stała sobie na brzegu Wisły, czekając na swoich mieszkańców. Czasem Wisła podpływała do niej unosząc ją na czas powodzi. Kiedy fala przechodziła, łódź osiadała na stabilnym dnie. Trwało to przez wiele lat. Teraz łódź stoi sobie gdzieś na brzegu i czeka na renesans.
Do dzisiejszego dnia mój tata snuje marzenia o pływającym domu. Ma nawet kilka projektów takich konstrukcji. Ale te domy są typowymi jednostkami pływającymi.

Dlaczego o tym wszystkim piszę?
Gdybym ja miał wybudować dom poniżej wody katastrofalnej sąsiedniej rzeki, byłaby to konstrukcja na pływającym fundamencie z siatkobetonu, bądź żelbetu.
Dom budowany z myślą o tym, że pewnego dnia do moich drzwi zapuka 3 metrowa fala powodziowa... dom dla przyszłych powodzian. Budowa takiego domu nie jest droga, śmiem napisać, że tańsza od tradycyjnego, lekka, ergonomiczna.
Taki dom ma pewne ograniczenia, które w najbliższym czasie rozpracuję. Myślę, że dla powodzian, mieszkających w okolicach Sandomierza, którzy na przełomie 10 lat, przywitali w swoim domu Wisłę dwukrotnie, to jedyne rozwiązanie żeby nie cierpieć tak jak teraz cierpią :-(