2010.12.02.

Obejrzałem film Państwa Ireny i Jerzego Morawskich pt.: Czekając na sobotę.
Ten dokument (pozwolę sobie na wyrażenie) rozjebał mnie na drobne kawałki. Niezwykłe dzieło, które polecam każdemu.
Przez moment cholernie zazdrościłem Państwu Morawskim tego filmowego cuda. Że też ja na coś takiego nie wpadłem. Choć nie oszukuję się, że czegoś takiego to jeszcze bardzo długo, lub wcale nie nakręcę. Być może Morawscy na ten film czekali całe swoje życie. Robili wszystko, aby coś takiego stworzyć.
Niemniej po chwili euforii dopadła mnie pewna myśl. Czy aby Państwo Morawscy nie zdeptali ludzi, których pokazali w swoim filmie. Bo jeśli ten film obejrzą ludzie świadomi sztuki, wrażliwi na piękno człowieka, to film ten będzie dziełem wszechczasów. A co, jeśli w swoje łapy dorwą ten film ludzie z bliskiego otoczenia filmowych bohaterów? Jeśli nie zrozumieją przesłania Morawskich? Czy rzucą pierwsi kamieniem?

Postanowiłem, że odnajdę postacie biorące udział w dokumencie Państwa Morawskich (co nie będzie problemem) i dowiem się tego.

2010.12.07.

Wrzuciłem kolejny filmik. Nadal jestem w fazie prób i nabywania doświadczeń.

Pewnego dnia, Marcin zaproponował mi wzięcie udziału w sesji fotograficznej. Miałem okazję zobaczyć jak wygląda porządna sesja z udziałem profesjonalistów. Oczywiście, że nie był to świat wielkich pieniędzy. Ale nastawienie ludzi było dla mnie niesamowite. Samo przygotowanie frysury modelki trwało ok. 8 godz. W tym wszystkim była zabawa, ale i poważniejsze podejście do tematu.
Sesja trwała ok. 9 godz. Żałuję, że nie byłem do końca, ponieważ prawdziwe emocje, pomysły, zaangażowanie odbyły się podczas mojej nieobecności. He, he... nie dlatego, że poszedłem to zaczęła się zabawa ;-)

Coś o samym, filmie...
Nie miałem pojęcia jak zabrać się do tego tematu. Podszedłem fotograficznie i dlatego to trochę zrąbałem... ale tylko trochę :-)
Marcin chciał mieć backstage w formie zajawki i tak ten film zmontowałem. Niemniej zabrakło w nim detali. Takie jest moje zdanie.
Podczas kręcenia filmu padały świetne dialogi i monologi. Po przyjściu do domu wiedziałem, że materiał zmontuję jako dokument w stylu Pawła Łozińskiego. Niemniej, zabrakło w nim solowych wypowiedzi. Więc jako dobry dokument film miałby spore braki. Ale to pierwszy film z backstage i nie ostatni. To wiem na pewno.

Póki co, zapraszam do obejrzenia pierwszej przymiarki do czegoś poważniejszego.




I lineczka dla tych, co mają problem z Internet Explorer i dla tych, co chcieliby obejrzeć wersję HD
>>> backstage <<<

Wersja HD jest dla tych co mają szybkie łącze, lub wysokiej klasy cierpliwość :-)

2010.12.13.

Dorwałem aparat w sobotę i cpykałem foty bez opamiętania...















2010.12.21.

W dużych stajniach są konie, które biegną w wyścigach, są też i piękne, poruszające się z gracją. W tych samych stajniach, gdzieś w ciemnym miejscu, stoją konie przeznaczone do ciężkich prac lub zwykłych, niedzielnych przejażdżek.
Wśród tych cudnych zwierząt przebywają konie służące do nauki jazdy, charakteryzujące się spokojem i cierpliwością. Są bardzo lubiane przez wszystkich choć nie wyróżniają się niczym szczególnym. Na tych koniach siadają ludzie, którzy chcą rozpocząć jeździecką przygodę.

Takim koniem wśród motocykli jest niewątpliwie BMW F650GS. Motocykl przeznaczony do turystyki wszechstronnej. Dedykowany dla ludzi o niskim wzroście (głównie dla kobiet). Nie jest bardzo ciężki (193 kg), nerwowy (od 0÷100 w 5,9 s.), szybki (max 170 km/h). Jest cholernie wygodny (pasażerowie potrafią zasnąć... co niekoniecznie jest bezpieczne). Słynie z bezawaryjności, ekonomiczności. Jeden cylinder o pojemności 650 cm3 wysyła miły bas w stronę uszu. Wielu motocyklistów (w szczególności początkujący i kobiety) bardzo go lubią choć nie wyróżnia się niczym szczególnym.

Pewien dziennikarz z TVN Turbo (właściciel KTM Adventure) zazdrośnie powiedział że ten mały GS ma jedynie fajne naklejki. Moim zdaniem pomylił się. Mały GS ma zajebiste naklejki :-)



Prawie każdy posiadacz swojego jednośladu nadaje swojej maszynie jakąś nazwę: Bestia, Koza, Eleonora itd. To bierze się z potrzeby, której nikt nie potrafi sensownie wytłumaczyć.
Mój GS, z racji ubarwienia otrzymał ode mnie nazwę 'Szerszeń'.
Razem z Szerszeniem czekamy na zanik białego koloru z otoczenia :-)

2010.12.23.

Kiedyś usłyszałem pewną ciekawostkę:
Ludzie płynący Tytanikiem byli zdrowi, bogaci i pełni miłości.

W te święta Bożego Narodzenia życzę Wam opatrzności.

2010.12.30.

Wielkimi krokami nadszedł koniec roku.
Niektórzy próbują podsumowywać ten odcinek czasu, inni stawiają przed sobą stare-nowe postanowienia...
Nie silę się na to...

Ja w ten 'owy' dzień napiję się piwa, oddając tym samym cześć radości życia i temu czego mogę doświadczać. Każdy dzień jest dla mnie sylwestrem, nowym rokiem, dniem powszednim... nie ważne czy jest jak gówno, czy ciastko z kremem. W każdy dzień zapisuję białe karty wielkiej księgi i mogę to robić nadal. Czego i Wam z całego serca życzę :-)
Za to właśnie się napiję.